II Mistrzostwa Ziemi Garwolińskiej w pływaniu na wodach otwartych

W miniony weekend wziąłem udział w II Mistrzostwach Ziemi Garwolińskiej w pływaniu na wodach otwartych. Zdecydowałem się na ten start w ostatniej chwili, na skutek przeciągającej się kontuzji uniemożliwiającej mi bieganie. Wraz z trenerem stwierdziliśmy, że jest to idealna okazja, aby doszlifować moje pływanie i była to świetna decyzja!
Dotarcie w sobotni poranek do Parku Wodnego Mamut na Jeziorze Mamucim nie było wcale takie łatwe. Najpierw pociągiem do Warszawy, potem PKS-em do Garwolina i na koniec jeszcze 4-kilometrowy spacer do Woli Rębkowskiej, gdzie całe zawody miała miejsce.
Od początku dało się zauważyć, że będzie to kameralna, rodzinna impreza. Wiele osób przyjechało z dziećmi, dla których organizatorzy przewidzieli specjalną konkurencję – 250 metrów. Bardzo byłem ciekaw jak takie zmagania będą wyglądały, więc gdy tylko zakończyła się odprawa techniczna udałem się w kierunku balona startowego, aby w oczekiwaniu na moją kolej obejrzeć poczynania młodszych kolegów i koleżanek. Trzeba im przyznać, że niektórzy byli naprawdę szybcy!!
Gdy tylko ostatnie dziecko ukończyło swój wyścig zabrałem się do rozgrzewki. Z ulgą stwierdziłem, że woda jest dużo cieplejsza, niż była 2 dni wcześniej na łódzkim zbiorniku, na którym realizowałem trening open water.
Po kilku minutach zawołano nas już, abyśmy zgromadzili się pod balonem. Łącznie do rywalizacji przystąpiło 29 osób sklasyfikowanych w dwóch kategoriach PRO, czyli bez pianek, oraz FUN – w piankach. Czekały na nas 3 okrążenia zbiornika o długości 500 metrów każde, czyli łącznie dystans 1500 metrów.

 


Ja zdecydowałem się na płynięcie w piance. Natychmiast po wystrzale sędziego ruszyłem co sił w nogach i jako pierwszy rzuciłem się do wody. Bardzo mnie zdziwiło, że przez pierwsze kilkadziesiąt metrów nikt mnie nie wyprzedził, jednak chwilę później uspokoiłem się, będąc wyprzedzanym przez jedną zawodniczkę i płynącego w jej nogach chłopaka w piance.
Pierwszy raz w życiu orientowałem się jaka dokładnie jest sytuacja w wodzie. A była znakomita – płynąłem 3. open, a 2. wśród mężczyzn.
Dopływałem już do drugiej bojki czekając na kolejnych wyprzedzających, jednak na nic takiego się nie zanosiło. Zdziwiony podczas opływania jej spojrzałem się za plecy i okazało się, że moja trzecia lokata, przynajmniej na razie, była niezagrożona.
Na trzeciej z czterech prostych pierwszego okrążenia zauważyłem, że prowadzący wśród mężczyzn zawodnik nieco przecenił swoje możliwości, próbując płynąć w nogach liderki i teraz został już sam. Dało się spostrzec, że miał drobne problemy z nawigacją, co pozwoliło mi powolutku zacząć zmniejszać dzielący nas dystans. Na trzeciej bojce brakowało już tylko kilku metrów, a pierwszą rundę zakończyłem jako lider, z przewagą wynoszącą dokładnie 1 sekundę.
Wtedy zaczęła się walka, która zadecydowała o losach zawodów. Mimo, że w promieniu 50 metrów byliśmy jedynymi dwoma plywakami, to udało nam się zafundować sobie nawzajem pralkę 😂 Miałem świadomość, że rywal prawdopodobnie jest lepszym pływakiem ode mnie i za wszelką cenę będzie chciał pozostać w moich nogach, aby decydującą rozgrywkę stoczyć na finiszu – nie mogłem na to pozwolić!
Zafundowałem sobie kilkudziesięciometrowy interwał oraz bardzo wzmocniłem pracę nóg, aby maksymalnie utrudnić przeciwnikowi „wiezienie się na kole” i z ulgą stwierdziłem, że przyniosło to efekt – zostałem sam. Jeśli chodzi o pozycję, to do końca zawodów już wszystko było pod kontrolą – sukcesywnie powiekszałem przewagę i teoretycznie mogłem już być spokojny. Tylko teoretycznie…
Do Garwolina przyjechałem z celem do osiągnięcia – jak dla mnie ambitnym. Chciałem „złamać” 24 minuty.
Nie miałem pojęcia o międzyczasach, więc jedyne co mi pozostało to płynąc na maksa z nadzieją, że robię to w założonym tempie. Nie byłbym jednak sobą, gdybym w końcu nie spojrzał na zegarek, niepewność jest taka męcząca… 😂 Straciłem na tym pewnie kilka sekund, jednak uzyskałem bardzo cenną informację – do mety pozostawało 250 metrów plus wybieg, a do wyznaczonego limitu – dokładnie 4 minuty. Szybko obliczyłem, że jeśli dam z siebie wszystko, to jest to wykonalne, więc już bez jakiegolwiek oszczędzania się ruszyłem na maksa w kierunku mety. Ta końcówka była naprawdę ciężka, aż żałuję, że nie miałem ze sobą pulsometra…

 


Minąłem ostatnią bojkę, jeszcze paręnaście szybkich ruchów ramionami i już poczułem grunt pod dłonią. Szybka zmiana pozycji na pionową i sprint do mety. Spojrzenie na zegarek… 23:59!!! 🏆 Ucieszyłem się bardzo, jednak margines był tak mały, że ze świętowaniem i tak musiałem poczekać na wynik oficjalny. Po kilkunastu minutach przyszedł – 23:58.59!!! ❤

***

Jeszcze taka filozoficzna wstawka – jak to komercja wpływa na człowieka. Wybiegłem z jeziora, minąłem balon, zebrałem owację od widzów i… stanąłem taki jakiś zagubiony, czegoś mi ewidentnie brakowało… Nie wiedziałem co robić, więc poszedłem po klapki, potem się przebrać, opłukać piankę… W końcu mnie oświeciło! A gdzie medal?! 😂 Tak się już nauczyliśmy, że jesteśmy ściągani na różne imprezy przez te kawałki żelastwa i tak się to utarło, że bez tego nie ma zawodów… A jak się okazuje można zrobić i to naprawdę fajne 😁 czy mi ktoś dawał co wyścig medal, gdy za dzieciaka uprawiałem kolarstwo? Medal można było zdobyć raz w roku, na Mistrzostwach Polski i tyle, a też człowiek miał frajdę z każdego startu! ☺

***

Teraz mogłem już spokojnie oczekiwać na dekorację, jedząc… wegetariański posiłek regeneracyjny, przygotowany przez organizatorów! 😱 Bardzo miła niespodzianka! 😁
O organizacji warto napisać parę słów więcej. Wszystko było dopięte na ostatni guzik – trasa wymierzona niemal co do metra, woda czyściutka (najczystszy zbiornik wodny na Mazowszu), mnóstwo ratowników zabezpieczających uczestników, pyszny poczęstunek, piękne statuetki, poseł na Sejm RP w roli fotografa (😱), a przede wszystkim wszystko robione z sercem i pasją, którą widać gołym okiem, co złożyło się na cudowną, rodzinną i niemal piknikową, mimo słabej pogody, atmosferę! Aż szkoda, że uczestników było tak niewielu… Wszystkim sympatykom pływania na wodach otwartych gorąco polecam przyszłoroczną edycję, a sam bardzo żałuję, że na skutek niedopasowania terminów nie będę mógł wziąć udziału w drugiej imprezie na tym samym zbiorniku, która już za 2 tygodnie – Garwolińskim Triathlonie (jest to najtańszy sprint w Polsce – wpisowe to jedyne 60 zł!). Mam nadzieję, że za rok się uda! 🙂

 


Jeszcze parę słów o poziomie sportowym imprezy. W moim osobistym przeliczniku wartości wyników czas 24 minuty na 1500 metrów to takie złamanie 40 minut na dychę, więc trochę mi się trafiło, jak ślepej kurze ziarno, no bo gdzie teraz wygra się bieg na dychę z czasem 39:58? 😂 Ale i tak się cieszę, żeby nie było, choć wiem jaki jeszcze ogrom pracy przede mną!

1 thought on “II Mistrzostwa Ziemi Garwolińskiej w pływaniu na wodach otwartych”

  1. Pingback: Wtórpol Triathlon Skarżysko Kamienna - Kosiorman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *